5 największych mitów o upadłości konsumenckiej
Wokół tematu upadłości konsumenckiej narosło tyle mitów, że można by z nich ułożyć scenariusz do dobrego thrillera. Wizja bezwzględnego syndyka, który wynosi z domu ostatnie krzesło, oraz przekonanie, że kredyt po upadłości to absolutna niemożliwość, skutecznie paraliżują dłużników. Efekt? Zamiast szukać realnego ratunku, uciekamy przed komornikami i listami poleconymi. Czas rozprawić się koszykiem 5 największych mitów o upadłości konsumenckiej. Gwarantuję – diabeł nie jest taki straszny, jak go malują na forach.
Mit 1: Upadłość konsumencka a mieszkanie – sąd na pewno pozwoli mi je zachować
Często spotykam się z opinią, że sąd może „zostawić” dłużnikowi mieszkanie, jeśli jest ono niezbędne do codziennego funkcjonowania. To jeden z najgroźniejszych mitów.
Jako radca prawny muszę postawić sprawę jasno: jeżeli posiadasz nieruchomość, w momencie ogłoszenia upadłości wchodzi ona w skład masy upadłościowej. Syndyk ma obowiązek ją sprzedać, aby zaspokoić wierzycieli (w tym bank zwłaszcza hipoteczny).
Jednak prawo przewiduje dla Ciebie pewien mechanizm ochronny. Z sumy uzyskanej ze sprzedaży nieruchomości można wydzielić kwotę na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych upadłego i jego rodziny. Są to środki odpowiadające przeciętnemu czynszowi najmu w Twojej okolicy na okres od 12 do 24 miesięcy.
Mit 2: Ogłoszenie upadłości to koniec marzeń o kredycie i ratach
Wiele osób boi się, że po upadłości do końca życia będą widnieć na „czarnej liście”. To nieprawda. Choć upadłość konsumencka a BIK to temat trudny, nie jest on beznadziejny.
-
Rejestry: Informacja o upadłości jest widoczna w BIK przez 10 lat od zakończenia postępowania.
-
Nowy start: Po wykonaniu planu spłaty i prawomocnym umorzeniu pozostałych długów, masz „czystą kartę”. Twoje dochody nie są już zajmowane przez komornika ani syndyka.
-
Budowanie historii: Możesz zacząć od małych kroków – zakupów na raty o niskiej wartości czy małego limitu w karcie, co stopniowo nadpisuje Twoją historię kredytową nowymi, pozytywnymi danymi.
Mit 3: Wszystkie długi zostaną umorzone automatycznie
Kolejnym mitem jest przekonanie, że samo postanowienie o ogłoszeniu upadłości „kasuje” wszystkie problemy. W rzeczywistości pełne oddłużenie następuje dopiero po zakończeniu planu spłaty (który może trwać od kilku miesięcy do kilku lat).
Co więcej, istnieją zobowiązania, których nie da się umorzyć. Należą do nich: alimenty, renty z tytułu odszkodowania za wywołanie choroby, niezdolności do pracy lub śmierci, kary grzywny orzeczone przez sąd, długi, których dłużnik umyślnie nie ujawnił (chyba że wierzyciel i tak wiedział o postępowaniu).
Mit 4: Upadłość konsumencka jest tylko dla tych, którzy mają majątek
Jest dokładnie odwrotnie. Możesz ogłosić upadłość, nawet jeśli nie posiadasz zupełnie nic – ani mieszkania, ani samochodu, ani oszczędności. W takiej sytuacji koszty postępowania tymczasowo pokrywa Skarb Państwa. To szansa dla osób, które w wyniku pętli zadłużenia straciły już wcześniej cały dorobek życia i chcą formalnie zamknąć ten etap.
Mit 5: Syndyk i tak dowie się o wszystkich moich długach, więc nie muszę ich wpisywać do wniosku
To jeden z najczęstszych błędów popełnianych przez dłużników, którzy samodzielnie piszą wniosek o upadłość. Myślą sobie: „Skoro ten dług z banku czy chwilówki ma już 5 lat i nie wiem czy istnieje, to po co drażnić lwa? Nie wpisuję go”. To ogromne ryzyko. Prawo upadłościowe nakłada na Ciebie bezwzględny obowiązek wskazania wszystkich wierzycieli, bez względu na to, czy dług jest świeży, sporny, czy przedawniony.
Co się stanie, jeśli celowo zataisz przedawniony dług? Sąd może oddalić Twój wniosek lub umorzyć całe postępowanie za podanie nieprawdziwych informacji. Ponieważ celowo nie ujawniłeś tego wierzyciela, ten konkretny dług może nie zostać umorzony. Dlatego tak ważne jest by we wniosku ująć wszystkie długi – nawet te, których pochodzenia, istnienia czy wysokości nie jesteś pewien. Dla Ciebie to najbezpieczniejsze rozwiązanie.
Jak znaleźć odpowiednią drogę, by poradzić sobie z długami?
Powyższe mity pokazują jedno: prawo upadłościowe jest pełne niuansów, a to, co sprawdziło się u jednego dłużnika, może przynieść zupełnie inny skutek u drugiego. Nie ma dwóch takich samych spraw. Każda historia wymaga dokładnego przeanalizowania – od struktury Twoich zarobków, przez posiadany majątek, aż po weryfikację, jakie długi kryją się w Twoim portfelu.
Samodzielne pisanie wniosku o upadłość na podstawie ogólnych porad z sieci to ogromne ryzyko popełnienia błędów, które mogą kosztować Cię utratę szansy na oddłużenie.
Dlaczego warto oddać swoją sprawę w ręce specjalistów?
Moja kancelaria od lat specjalizuje się w tematyce restrukturyzacji i upadłości. Posiadam bogate doświadczenie i setki przeprowadzonych postępowań. Dzięki temu wiem, jak rozmawiać z syndykami i jak skutecznie chronić prawa dłużnika przed sądem. Przeanalizuję Twoją sytuację indywidualnie, zdejmę z Twoich barków ciężar formalności i krok po kroku przeprowadzę Cię przez cały proces – bezpiecznie i bez niedomówień. Zrób pierwszy krok do życia bez długów. Skontaktuj się z moją kancelarią i opowiedz mi o swojej sytuacji. Wspólnie ustalmy plan działania, który pozwoli Ci odzyskać finansowy spokój.


{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }